: 04 paź 2010, 13:51
Mam problem, który muszę rozwiązać jeszcze w tym tygodniu. Mam licencję, studia magisterskie ekonomiczne, duże doświadczenie w kontaktach z ludźmi, umiejętność perswazji, motywację itd. - czyli cechy, które są potrzebne przy myśleniu o własnej firmie. Ale mam też obawy: Pracuję w Agencji nieruchomości, sama robię niemal wszystko, a firma, jak to firma - jest inercyjna, główne co robi, by pozyskać kupującego, to czeka po opublikowaniu ogłoszeń w Internecie. I jest cisza... Muszę sama biegać, szukać, ale to kosztuje... kosztuje mnie, bo szef raczej trudno się godzi na dodatkowe wydatki. O wszystko muszę walczyć... Jestem typowym "naganiaczem", który w opisanej sytuacji może liczyć bardziej na szczęście niż na efekt działań marketingowych firmy, których właściwie nie ma. W tej sytuacji wynagrodzenie jest loterią, a ja każdego miesiąca ponoszę koszty prowadzenia działalności gosp. na własny rachunek. Kiedyś było łatwiej, teraz czekam na aktywność Agencji i denerwuję się.
Szef chce, abym została, może coś postąpi w prowizji, ale wypracowaną prowizją muszę dzielić z Agencją i jest cienko...
Pytanie: skoro wiem, jak to się robi, mam przygotowany plan i omówione warunki współpracy z firmami, które by mnie obsługiwały - czy mam zrobić to i otworzyć własne biuro, czy jednak zostać.
Co mnie hamuje: Agencja gdzie pracuję jest spora, istenieje od 15 lat, ma siedzibę w Centrum, ja natomiast zaczynałabym od "0". Mojego biura nikt na początek by nie znał. Co także dla każdego oczywiste, moje możliwości finansowe są ograniczone. A u szefa jest mało, ale jest jakaś gwarancja na grosz.
Chcę zająć się moim lokalnym rynkiem, tu gdzie mieszkam. Czy klienci z mojej dzielnicy przyszliby do mnie, czy raczej poszliby do większego, do Centrum? Oczywiście, stosowałabym niższe prowizje, bardziej elastyczne, bardziej trafiony marketing - bo pracowałabym tylko na siebie na rynku, który tu dobrze znam, ale czy to wystarczy...?
Napiszcie, proszę, czy nowe biuro w bardzo dobrym punkcie na lokalnym rynku - ma szanse? Ja mówię, że jestem z agencji takiej a takiej z ulicy takiej a takiej i sprzedający godzi się bez dyskusji na podpisanie umowy, nie wiedząc, że kupujących nie mamy, bo ich nie szukamy. Jak jest w przypadku małych lokalnych biur?
Szef chce, abym została, może coś postąpi w prowizji, ale wypracowaną prowizją muszę dzielić z Agencją i jest cienko...
Pytanie: skoro wiem, jak to się robi, mam przygotowany plan i omówione warunki współpracy z firmami, które by mnie obsługiwały - czy mam zrobić to i otworzyć własne biuro, czy jednak zostać.
Co mnie hamuje: Agencja gdzie pracuję jest spora, istenieje od 15 lat, ma siedzibę w Centrum, ja natomiast zaczynałabym od "0". Mojego biura nikt na początek by nie znał. Co także dla każdego oczywiste, moje możliwości finansowe są ograniczone. A u szefa jest mało, ale jest jakaś gwarancja na grosz.
Chcę zająć się moim lokalnym rynkiem, tu gdzie mieszkam. Czy klienci z mojej dzielnicy przyszliby do mnie, czy raczej poszliby do większego, do Centrum? Oczywiście, stosowałabym niższe prowizje, bardziej elastyczne, bardziej trafiony marketing - bo pracowałabym tylko na siebie na rynku, który tu dobrze znam, ale czy to wystarczy...?
Napiszcie, proszę, czy nowe biuro w bardzo dobrym punkcie na lokalnym rynku - ma szanse? Ja mówię, że jestem z agencji takiej a takiej z ulicy takiej a takiej i sprzedający godzi się bez dyskusji na podpisanie umowy, nie wiedząc, że kupujących nie mamy, bo ich nie szukamy. Jak jest w przypadku małych lokalnych biur?