: 17 lip 2011, 17:48
Proszę wybaczyć słaby język. Jestem z Niemiec. Mieszkam w Polsce od trzech lat.
Wczoraj chciałem oglądać mieszkanie i spotykaliśmy się z pośrednikiem na stacji benzyowej. Ta Pani od razu podała nam umowę do podpisania.
Ja rozumiem że ona nie chce, żebyśmy się dogadali z właścicielem tego mieszkania (bez prowizji) i chce się zabezpieczyć. Ale w tej umowie znalazłem zlecenie na nieokreślony czas na szukanie mieszkania dla nas. Ja chętnie podpiszę umowę, gdzie potwierdzę że oglądałem konkretne mieszkanie i że od tego momentu już nie mam możliwości kupić bez prowizji. Zgadzam się też, że nie mogę podać informację o tym mieszkaniu osobom trzecim.
Tylko.... jeżeli to mieszkanie kiedyś zostanie sprzedane komukolwiek, od razu ta agencja może powiedzieć że kupujący "NA PEWNO" otrzymał tę informację od Nas. I już mamy kłopoty.
Mimo że mam takie wątpliwości, podpisałbym coś takiego. Ale nic więcej. Poza tym wartość mieszkania była nagle wyższa niż w internecie. Ona mówiła że to błąd w ofercie. Wziąłem umowę, mówiłem że nie mam zamiaru tego podpisać i podarłem umowę. Koniec.
Ona była taka zła... mowiła coś o braku kultury itd.
Ale... gdzie ten biznes ma kulturę, gdzie każda agencja ma swoje własne umowy, które klient widzi pierwsze raz na stacji benzynowej?
Ja widzę, że tutaj nie ma żadnej kontroli biznesu. Każdy może robić co chce. Nikt nie wie co swój podpis powoduje, bo nie ma standardowych kontraktów.
żle widzę?
Wczoraj chciałem oglądać mieszkanie i spotykaliśmy się z pośrednikiem na stacji benzyowej. Ta Pani od razu podała nam umowę do podpisania.
Ja rozumiem że ona nie chce, żebyśmy się dogadali z właścicielem tego mieszkania (bez prowizji) i chce się zabezpieczyć. Ale w tej umowie znalazłem zlecenie na nieokreślony czas na szukanie mieszkania dla nas. Ja chętnie podpiszę umowę, gdzie potwierdzę że oglądałem konkretne mieszkanie i że od tego momentu już nie mam możliwości kupić bez prowizji. Zgadzam się też, że nie mogę podać informację o tym mieszkaniu osobom trzecim.
Tylko.... jeżeli to mieszkanie kiedyś zostanie sprzedane komukolwiek, od razu ta agencja może powiedzieć że kupujący "NA PEWNO" otrzymał tę informację od Nas. I już mamy kłopoty.
Mimo że mam takie wątpliwości, podpisałbym coś takiego. Ale nic więcej. Poza tym wartość mieszkania była nagle wyższa niż w internecie. Ona mówiła że to błąd w ofercie. Wziąłem umowę, mówiłem że nie mam zamiaru tego podpisać i podarłem umowę. Koniec.
Ona była taka zła... mowiła coś o braku kultury itd.
Ale... gdzie ten biznes ma kulturę, gdzie każda agencja ma swoje własne umowy, które klient widzi pierwsze raz na stacji benzynowej?
Ja widzę, że tutaj nie ma żadnej kontroli biznesu. Każdy może robić co chce. Nikt nie wie co swój podpis powoduje, bo nie ma standardowych kontraktów.
żle widzę?